Ale zastanawia mnie dlaczego od 3 lat nikt z zewnątrz nie zwraca na mnie uwagi? Nikt nie zagaduje, nikt nie podrywa, nikt nawet nie pyta o nr? Przecież obcy ludzie nie wiedzą, że kogoś mam.. Co on chciał robić oprócz tego że pisał że jest kreatywny. Zazwyczaj odpowiadam na maile ale zauważyłam, że nikt z aplikujących do mojej firmy nie ponowił zapytania, nie dopytał po prostu wysyłał w ciemno. Pomijam że mylili moje imię albo pisali bezosobowo. Także potem można mieć żal: wysłałem tysiąc cv i nikt mnie nie chce. Spójrz mi w oczy, wiesz przecież. Nikt mi tego nie dał, nikt mi tego nie zabierze. [Zwrotka 2 - Młody M] Ten rap - moje przekleństwo, idę tą ścieżką. Nawet jeśli wisi siedem chudych lat Zdajemy sobie wtedy sprawę, że to nie jest odpowiednia osoba z którą można by było coś stworzyć. Po czym szukamy nowego osoby. Wtedy niekończące się poszukiwania zaczynają się od początku czyli od nadziei. Nikt mnie nie potrzebuje. Ta sytuacja izoluje nas od naszych lęków tak samo, jak marzenie o znalezieniu idealnej osoby. Potrafią rozmawiać z kimkolwiek i na jakikolwiek temat. Czasami nie zwracają uwagi na to, czy mówią z sensem i czy kogoś w towarzystwie to interesuje. Mówią, żeby mówić. Nieśmiałość rządzi się swoimi prawami – osoba taka większą przyjemność czerpie z przyjmowania informacji i zazwyczaj jest świetnym słuchaczem. "Dlaczego nikt mnie nie chce? Czy ja nie jestem ładny?"- Czarny Bez Do schroniska trafił prawie 3 tygodnie temu. Maluszek, kocia drobinka. Rośnie sobie u nas bez mamy, bez kochającego domu 😞 Naprawdę nikomu nie zabiło szybciej serce na widok tych smutnych oczek? Dla takiego kociego dziecka każdy dzień w schronisku to dzień stracony. . Nie mogę wyjść ze zdumienia za każdym razem, gdy w statystykach mojego bloga pokazuje się wyszukiwanie „jestem niska i nikt mnie nie chce!”. Zachodzę w głowę, cóż to wzrost może mieć wspólnego z naszym powodzeniem u innych ludzi?Nikt mnie nie chce, bo…bo… już wiem! Bo jestem niska!Gdy byłam nastolatką ja również sądziłam, że mój niski wzrost jest jedynym źródłem moich sercowych niepowodzeń. To właśnie na niego najwygodniej zrzucało mi się winę za wszelkie nieszczęścia, które mnie spotykały. Dlaczego to tak działa? Bo lubimy obarczać winą coś, czego w sobie najbardziej nie lubimy. Na coś, co jest naszym największym kompleksem, z którym nie potrafimy się uporać! Nasze wady, defekty, ułomności, czy zwykłe cechy wyglądu, czy charakteru, których nie potrafimy polubić, stają się automatycznie naszym kozłem ofiarnym. Chłopcem do bicia, który zbiera cięgi za każdym razem, gdy coś pójdzie nie tak. Bo to przecież pewnie jego wina!A tymczasem…Powodzenie u innych ludzi siedzi w naszej głowie. Nie twierdzę, że to niemożliwe, ale bardzo ciężko kocha się kogoś, kto nie kocha samego siebie. Samoakceptacja, nie tyle polubienie, co tolerowanie rzeczy, które nam się w sobie nie podobają, to klucz do sukcesu. Doskonale wiem, jak to jest, gdy nasze kompleksy są na tyle silne, że wpędzają nas w doła. Kiedyś byłam chorobliwie nieśmiała. Nie miałam w sobie ani grama pewności siebie. Bałam się wychodzić z domu, zwłaszcza po tym, jak jedna dziewczyna powiedziała mi, że z takim ryjem, ona nie pokazywałaby się ludziom. Teraz dojrzałam, dorosłam i wiem, że z „takim ryjem” mogę wszystko! Bez względu na to, co gada jakaś zupełnie nieznajoma mi dziunia. Wyleczyłam kompleksy, a także wyćwiczyłam w sobie pewność siebie i chciałabym, żebyś spróbował wziąć ze mnie przykład. Jeżeli masz naście lat, wiem, że to trudne. Ale nie przejmuj się, ja byłam bardzo podobna do Ciebie. Wiele lat temu ludzie wyśmiewali się ze mnie, bo jestem niepełnosprawna. Niektórzy robią to do dziś. Ale teraz, po latach, znam swoją wartość. Wiem na co mnie stać. Proszę odnajdź w sobie swoje mocne strony, pozytywne cechy, fajne rzeczy, które sprawiają, że Ty to Ty. I nie mów mi, że nie masz takich. Ja też tak kiedyś myślałam. To na szczęście przemija. Trzeba tylko szeroko otworzyć oczy i serce, by pokochać samego lubi ludzi, którzy lubią światKoniec z wiecznie skwaszoną miną. Dość tego marudzenia. Weź się w garść, a jeżeli nie potrafisz, nie wstydź się skorzystać z pomocy specjalisty. Polub siebie. Polub świat, a wreszcie świat polubi też Ciebie. Uśmiechaj się, bądź sobą, niezależnie od tego, co sądzą inni. To zabrzmi jak banał… tak, to zawsze brzmi jak banał, ale cholera! Nikt nie przeżyje Twojego życia za Ciebie! Coś Ci się nie podoba w Tobie lub w Twoim życiu? Zawalcz, aby to zmienić! Zmiana środowiska, toksycznych znajomych, którzy rujnują Twoją pewność siebie, nawyków, które Ci szkodzą, to z pozoru mało, ale jednak bardzo wiele. Bądź kowalem swojego losu, kolejny banał, ale jaki mnie nie chce, bo jestem niska?Błąd! To nie Twój wzrost jest problemem! To może być wszystko i nic. Nie zmusisz nikogo do miłości, bo po prostu między ludźmi musi być „to coś”. Dla ludzi, którzy są sobie przeznaczeni, wzrost nie jest żadnym problemem. Ani wygląd, sposób mówienia, poruszana się, czy charakter. Po prostu musi być „to coś”! A jeśli go nie ma, trudno! Nie jesteście sobie pisani, ale kto wie, co będzie za jakiś czas? Może los znów Was zetknie? Albo poznasz kogoś nowego, niesamowitego, dla kogo staniesz się najważniejszą częścią wszechświata? Wszystko jest możliwe. Tylko musisz najpierw pokochać samego siebie, żeby ktoś umiał pokochać też Ciebie. Twój wzrost, twój wygląd nie jest Twoją definicją jako człowieka. I nigdy, nikomu nie pozwól sobie tego wmówić!To pisałam ja, Miniaturowa, niepełnosprawna mama, dziewczyna fajnego chłopaka, która ma 133 cm wzrostu. Też kiedyś myślałam, że nikt mnie nie chce, bo jestem niska. Gdy polubiłam i pokochałam samą siebie, świat pokochał też Miniaturowa <– to jest magiczne klikadełko, które przeniesie Cię na mój profil na Facebooku. Polub go, a już zawsze będziesz zakładnikiem w mojej karuzeli lubisz śledzić ludzi to niezły z Ciebie świrek. Możesz mnie stalkować na: Google+ Pani Miniaturowa Instagram Twitter Pani MiniaturowaKlikaj w pogrubione! One to lubią! 🙂 Jeśli jesteś jednym z wymienionych typów – nie chcę Cię znać. Napisałbym na początek, że nie lubię komentatorów, którzy zawsze przy takich wyliczankach znajdują jakieś „ale”. Jakieś wytłumaczenie, wyjaśnienie dlaczego zachowują się jak barany. Jakby mnie to w ogóle interesowało. Do wtajemniczonych pamiętających „kominka” i ukrytą komnatę. Założyłem sekretne konto na insta i twitterze. Chujowe na maksa, jakość i teksty rodem z 2005 roku, ale jak jesteś dziwny, to możesz raz w miesiącu tam zajrzeć. Jak znaleźć namiary na te konta? Ni chuja nie powiem. Przecież już podpowiedziałem. A jeśli nie jesteś wtajemniczony, to weź zacznij czytać tekst i zapomnij co tu przeczytałoś. NIE LUBIMY: 1. Ludzi w kolejkach Czy to supermarkecie czy to na lotnisku – zawsze stanie za tobą baran, który wchodzi ci w dupę za każdym razem, gdy kolejka się przesuwa. 2. Ludzi, którzy na kilka a nawet kilkanaście minut przed przyjazdem pociągu na stację już stoją i tłoczą się w korytarzu. Cholera wie po co. Jeszcze tych od przesiadek rozumiem, bo im się może spieszyć i nie chcą się przeciskać między wchodzącymi i wychodzącymi, ale gdzie tam. Wiocha nie wiocha, przesiadka nie przesiadka – zawsze znajdziesz w każdym wagonie 10 baranów, którzy staną ci na kwadrans przed dojazdem do stacji. I stoją. I stoją. I stoją. 3. Wielbicieli napisów końcowych. Ludzi mających pretensje, że po zakończeniu filmu inni chcą wyjść z kina. I jeszcze tymi zdziwionymi, pogardliwymi gałami patrzą na tych, którzy po prostu chcą wyjść z kina. W dawnych czasach było to uzasadnione, bo po wyjściu z kina nie miałeś za bardzo jak sprawdzić kto brał udział w tworzeniu filmu, ale teraz znacznie wygodniej i dokładniej można się przyjrzeć obsadzie wpisując tytuł filmu w telefonie. 4. Kelnerów domagających się napiwku. Dwa razy miałem do czynienia z takim szczytem bezczelności. Raz, gdy płaciłem kartą i kelner pytając mnie czy życzę sobie dać mu napiwek, kazał wybić przy nim sumę w terminalu. Drugi raz to kilka dni temu w Kołobrzegu, kiedy rachunek za obiad wyniósł 81 zł, położyłem 100, a kelnerka zapytała czy życzę sobie resztę. Kiedy odpowiedziałem, jeszcze kryjąc irytację, że owszem życzę sobie, ona zapytała czy aby na pewno chcę CAŁĄ resztę. Swoją drogą napiwek zostawiam zawsze. 5. Baranów napierających na ciebie w autobusie. Jeszcze nie dojechał autobus na przystanek, a już czujesz, jak baba z tyłu pcha się na ciebie, bo chce wyjść. 6. Sprzedawców zwracających się do mnie po imieniu. Jakiś totalny baran od marketingu wymyślił, że to się klientom podoba. Tak, z pewnością podoba mi się jak ktoś odczytuje moje imię z karty i już czuje się moim kolegą. Lubię ich gasić zwracając uwagę, że po imieniu zwracają się do mnie wyłącznie ludzie, których szanuję albo atrakcyjne kobiety. 7. Ludzi klaszczących po wylądowaniu samolotu. To po prostu wiocha. 8. Ludzi gapiących się do kamer. Najgorzej jak staję przed kamerą i odpowiadam dziennikarzowi na pytania. Zawsze zbiera się wtedy kółko obserwatorów, którzy nawet nie słyszą pytań i odpowiedzi, ale muszą stanąć i popatrzeć. Albo w telewizji bardzo często widać dziennikarzy robiących relacje w terenie. Zawsze mają za sobą jakichś młotków, którzy stoją i gapią się w obiektyw. Jakby chcieli coś dojrzeć jeszcze tak głową ruszają w lewo i prawo, wzrokiem raz w kamerę raz w operatora, w kąciku ust na chwilę uśmiech się pojawi. Sobie wtedy myślę, że wstydziłbym się, gdyby tam stał ktoś z mojej rodziny. 9. Kurierów, którym nie chce się dojechać pod mój dom. A także kurierów zostawiających przesyłki u sąsiadów albo w otwartych skrzynkach pocztowych na klatce. Dzwoni taki baran na komórkę i pyta czy mogę we wskazane miejsce dojechać, aby odebrać od niego przesyłkę, bo on już dziś na mojej dzielnicy nie będzie. Nie dotyczy UPS, DHL, DPD. Oni są zajebiści. 10. Wielbicieli próbek Najbardziej żenujący widok to stadko klasy średniej stojące przy stoiskach z darmowymi próbkami serków, szyneczek, soczków. Mlask, mlask, siorb, siorb. „Mhmm… dobłe, bałdzo dobłe…mogę heszcze?” Zaprawdę powiadam wam -prędzej ożenię się z trzydziechą niż będę z kobietą jadającą sample w supermarketach. Inna żenua to ludzie stojący w kolejce za mną i ich fetysz wjeżdżania koszykami w mój tyłek. Są po prostu muły, które myślą, że jak prędzej przesunę się do przodu, to oni krócej będą stali w kolejce. 11. Ludzi, którzy gapią się na ciebie gdy jesz. Idziesz sobie ulicą, wpierniczasz kebaba i co drugi mijający cię herbatnik wpatruje ci się w żarcie. Głęboko. Patrzy i patrzy. 12. Kelnerów pytających czy życzę sobie „świeżo zmielonego pieprzu”. Czy to taki wielki problem postawić pieprz na stole i nie zawracać ludziom dupy? 13. Zmęczonych staruszek w autobusach Nic, absolutnie nic tak bardzo nie męczy staruszki, jak kilkuminutowa jazda autobusem. Babcia se musi usiąść, bo dopiero w autobusie zdała sobie sprawę jak bardzo zmęczyła się latając przez pół dnia między kościołem a galerią. Stoi nad tobą i się gapi. Oczami każe ci wstać. No to wstaję i blokuję babci drogę do upragnionego siedzenia, czekając aż inna, mniej natarczywa, babcia sobie siądzie. 14. Palaczy. Powinien być ustawowy zakaz wchodzenia do pojazdów komunikacji miejskiej dla osób, które nałogowo palą papierosy. Bo tylko takie osoby nie wiedzą jak bardzo od nich capi i tylko takie osoby nie wiedzą, że buzia pełna miętówek to za mało. 15. Podpitych Ok, przyznaję, że nie mam zbyt wielu okazji na takich trafiać i moje jedyne kontakty z podpitymi dotyczą blogerów, którzy na imprezach lubią sobie łyknąć, a potem lepią się do ciebie i w przypływie odwagi wyznają „szszanujyę ciem badzo ale nie czytam ciee uż. ale niejesteś złyco? nie bądź. szanuje cie chopie”. Chcesz pozbyć się takich ludzi ze swojego otoczenia? Po prostu pokaż im ten tekst i pacz jak pięknie odchodzą. Lub milczą, udając, że to przecież nie o nich. Pierwsza w tym roku solidna obniżka cena na moje książki. Tylko teraz, tylko na JasonHunt Store. Tyle na dziś. Kocham, całuję, tarmoszę. Jesteś w ukrytej komnacie. Widzę, że pamiętałeś gdzie jest. No dobra. Do Insta: do Twittera Oba konta są nieoficjalne. Twitter jest kopią instagrama. Założone w ramach eksperymentu, dla mojej prywatnej satysfakcji i (chwilowej) potrzeby publikowania tego, na co mam ochotę bez myślenia o lajkach, zasięgach i dobrych obyczajach. Wstęp tylko dla zdystansowanych. Jak znasz jakieś fajne laski to je przyprowadź. Ale wiem, że nie znasz. Dlatego nie zachęcam do obserwowania. Informuję o nich, żeby było jasne, że należą do mnie. Lista ofertzakończona 26 kwietnia 2022 o godzinie 15:41:14kup terazzakończona 26 kwietnia 2022 o godzinie 15:26:23kup terazzakończona 26 kwietnia 2022 o godzinie 15:01:03kup terazzakończona 26 kwietnia 2022 o godzinie 15:01:02kup terazzakończona 26 kwietnia 2022 o godzinie 14:53:36kup terazzakończona 26 kwietnia 2022 o godzinie 14:44:40kup terazzakończona 26 kwietnia 2022 o godzinie 14:35:49kup terazzakończona 26 kwietnia 2022 o godzinie 14:18:05kup terazzakończona 26 kwietnia 2022 o godzinie 14:10:02kup terazzakończona 26 kwietnia 2022 o godzinie 14:09:58kup terazzakończona 26 kwietnia 2022 o godzinie 14:09:54kup terazzakończona 26 kwietnia 2022 o godzinie 14:09:19kup terazzakończona 26 kwietnia 2022 o godzinie 14:05:23kup terazzakończona 26 kwietnia 2022 o godzinie 14:04:18kup terazzakończona 26 kwietnia 2022 o godzinie 14:02:09kup terazzakończona 26 kwietnia 2022 o godzinie 13:17:58kup terazzakończona 26 kwietnia 2022 o godzinie 08:29:21kup terazzakończona 25 kwietnia 2022 o godzinie 22:20:31kup terazzakończona 25 kwietnia 2022 o godzinie 22:17:31kup terazzakończona 25 kwietnia 2022 o godzinie 20:41:50kup terazzakończona 25 kwietnia 2022 o godzinie 18:59:20kup terazzakończona 25 kwietnia 2022 o godzinie 16:13:04kup terazzakończona 25 kwietnia 2022 o godzinie 10:09:51kup terazzakończona 25 kwietnia 2022 o godzinie 08:27:19kup terazzakończona 25 kwietnia 2022 o godzinie 08:26:53kup terazzakończona 25 kwietnia 2022 o godzinie 08:25:22kup terazzakończona 25 kwietnia 2022 o godzinie 08:23:38kup terazzakończona 25 kwietnia 2022 o godzinie 02:20:29kup terazzakończona 24 kwietnia 2022 o godzinie 23:43:15kup terazzakończona 24 kwietnia 2022 o godzinie 02:40:22kup terazzakończona 24 kwietnia 2022 o godzinie 02:34:15kup terazzakończona 23 kwietnia 2022 o godzinie 22:33:02kup terazzakończona 23 kwietnia 2022 o godzinie 22:12:30kup terazzakończona 23 kwietnia 2022 o godzinie 22:11:38kup terazzakończona 23 kwietnia 2022 o godzinie 22:06:22kup terazzakończona 23 kwietnia 2022 o godzinie 07:32:58kup terazzakończona 23 kwietnia 2022 o godzinie 07:31:37kup terazzakończona 23 kwietnia 2022 o godzinie 07:29:49kup terazzakończona 23 kwietnia 2022 o godzinie 07:27:38kup terazzakończona 23 kwietnia 2022 o godzinie 00:56:45kup terazzakończona 22 kwietnia 2022 o godzinie 18:04:47kup terazzakończona 22 kwietnia 2022 o godzinie 05:04:10kup terazzakończona 21 kwietnia 2022 o godzinie 20:20:04kup terazzakończona 21 kwietnia 2022 o godzinie 19:19:11kup terazzakończona 21 kwietnia 2022 o godzinie 15:33:32kup terazzakończona 21 kwietnia 2022 o godzinie 15:31:55kup terazzakończona 21 kwietnia 2022 o godzinie 15:30:08kup terazzakończona 21 kwietnia 2022 o godzinie 15:29:45kup terazzakończona 21 kwietnia 2022 o godzinie 15:29:41kup terazzakończona 21 kwietnia 2022 o godzinie 15:29:36kup terazzakończona 21 kwietnia 2022 o godzinie 15:29:32kup terazzakończona 21 kwietnia 2022 o godzinie 15:29:32kup terazzakończona 21 kwietnia 2022 o godzinie 15:29:30kup terazzakończona 21 kwietnia 2022 o godzinie 15:29:14kup terazzakończona 21 kwietnia 2022 o godzinie 15:28:52kup terazzakończona 21 kwietnia 2022 o godzinie 15:28:32kup terazzakończona 21 kwietnia 2022 o godzinie 15:27:55kup terazzakończona 21 kwietnia 2022 o godzinie 15:26:29kup terazzakończona 21 kwietnia 2022 o godzinie 15:25:50kup terazzakończona 21 kwietnia 2022 o godzinie 15:25:49kup teraz Rada do spraw COVID-19 zarekomendowała premierowi powrót nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej (NiŚOZ) do POZ. Jej zdaniem obecny system powoduje dziurę w ciągłości udzielania świadczeń Propozycja spotkała się ze zdecydowanym sprzeciwem lekarzy rodzinnych O tym, jak wygląda organizacja NiŚOZ z perspektywy szpitala i dlaczego nikomu z nocnym pacjentem nie po drodze mówi w rozmowie z Rynkiem Zdrowia Krzysztof Zaczek, prezes Szpitala Murcki w Katowicach i wiceprezes Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego - Problemów jest dużo i sprowadzają się do braku rzetelnej wyceny świadczeń, a także zaprzestania oszukiwania się, że wystarczy na dyżurze jeden lekarz, bez specjalizacji, nie musi być pediatry - tłumaczy Prezes szpitala o NiŚOZ: Miała odciążyć izby przyjęć. Trochę tak się stało Zarządza pan szpitalem, który organizuje nocną i świąteczną opiekę zdrowotną. Lekarze rodzinni nie chcą jej powrotu do POZ, a taką propozycję przedstawiła rada do spraw COVID-19 działająca przy premierze. Dlaczego nikt nie chce organizować NiŚOZ? Krzysztof Zaczek, prezes Szpitala Murcki w Katowicach i wiceprezes Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego: Chciałbym przypomnieć, że w momencie wprowadzania sieci szpitali zostaliśmy, mówiąc brzydko, przymuszeni do przejęcia nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej. W założeniu miało to odciążyć szpitalne oddziały ratunkowe (SOR) i izby przyjęć oraz zagwarantować pacjentowi większe bezpieczeństwo. Czy tak się stało? Być może trochę tak. Personel izby przyjęć czy SOR-u dokonuje triagu medycznego. Ocenia, czy pacjent jest w stanie zagrożenia zdrowia lub życia i powinien udać się na SOR, czy powinien zająć się nim lekarz w ramach nocnej i świątecznej pomocy. Oczywiście takie przekierowanie pacjenta absorbuje zasoby izby przyjęć, ale w mniejszym stopniu niż jego zaopatrzenie. Przejęcie przez szpitale NiŚOZ nie zatrzymało natomiast strumienia pacjentów przekierowywanych do nocnej i świątecznej opieki z POZ. Mówię to z pełną świadomością, jako prezes szpitala, który w swoich strukturach posiada także poradnię POZ. Ponadto twórcy poprzedniej reformy założyli, co słyszeliśmy niejednokrotnie z ust przedstawicieli Ministerstwa Zdrowia i NFZ, że nocna i świąteczna opieka zdrowotna zlokalizowana w szpitalu będzie tańsza. Dlatego, że organizując ją można wykorzystać lekarzy, których już zatrudniamy. W żadnym szpitalu, jaki znam, to nie zadziałało. Nikt nie chce nocnej i świątecznej opieki. "Pieniądze są absolutnie niewystarczające" Z czego to wynika? Nie da się pogodzić pracy równocześnie na oddziale czy izbie przyjęć z dyżurem na nocnej i świątecznej opiece zdrowotnej. Nie skieruję na taki dyżur też ortopedy czy ginekologa, choć teoretycznie dyżurować nocą i w święta może każdy lekarz posiadający prawo wykonywania zawodu. Do tego dochodzi problem z pediatrami. Nie ma wymogu, żeby w nocnej i świątecznej opiece zdrowotnej był pediatra, ale rodzice oczekują, żeby to on zbadał ich dziecko. Po drugie – lekarz internista, który mógłby przyjąć małego pacjenta, bo jest to zgodne z wymogami NFZ, nie czuje się na siłach. Nie ma kwalifikacji i kompetencji do tego, żeby leczyć dziecko. Zgodzi się jeszcze przyjąć nastolatka, ale niemowlęcia już nie. Przy takim natężeniu pracy, jakie obserwujemy u nas w szpitalu, nie da się obstawić NiŚOZ jednym lekarzem, ani nawet dwoma. W naszym szpitalu jeden lekarz zabezpiecza opiekę wyjazdową, drugi – opiekę na miejscu, trzecim jest pediatra. Przy czym są takie dni, że w zasadzie przydałby się jeszcze czwarty i piąty lekarz, bo tylu jest pacjentów. Zarządzam szpitalem na Śląsku, na dyżur pediatry przyjeżdżają nie tylko katowiczanie, ale mieszkańcy wszystkich ościennych miast. Biorąc pod uwagę, że jest duży deficyt pediatrów, nie muszę chyba mówić, jak trudno jest obstawić taki dyżur. Środki, które są w tej chwili przeznaczane na nocną i świąteczną opiekę zdrowotną, są absolutnie niewystarczające. Godzinowa stawka lekarza dyżurującego nocą i w święta dawno już przekroczyła sto złotych za godzinę, obecnie raczej zmierza ku 200. Do obsadzenia mamy ponad 500 godzin w miesiącu, nie jednym, ale trzema lekarzami. Do tego dochodzi pielęgniarka, rejestracja, koszty materiałów zużywalnych, wyjazdu do pacjenta, które przy obecnych cenach paliwa stanowią niebagatelną kwestię. Nie dziwi mnie to, że nikt tej nocnej opieki zdrowotnej nie chce. "Problemów jest dużo i sprowadzają się do braku rzetelnej wyceny świadczeń" Wszystko zatem sprowadza się do braku odpowiedniego finansowania. Problemów jest dużo i sprowadzają się do braku rzetelnej wyceny świadczeń, a także zaprzestania oszukiwania się, że wystarczy na dyżurze jeden lekarz, bez specjalizacji, nie musi być pediatry. To są często pobożne życzenia, a realia są zupełnie inne. Są zatem jakieś dobre strony organizowania przez szpital NiŚOZ? Ja widzę dwie. Pierwsza to jest to, o czym już wspomniałem. Pozwala wyeliminować część pacjentów z izby przyjęć czy SOR-u i przekierować ją do nocnej i świątecznej opieki. Przy czym tego pacjenta, który zgłosi się na izbę przyjęć i tak ktoś z personelu medycznego musi obejrzeć. To nie jest tak, że on w ogóle nie angażuje zasobów izby. Kolejnej zalety upatrywałbym w bazie szpitali. Jeśli na NiŚOZ pojawi się pacjent, który wymaga pełniejszej diagnostyki, bo np. ból brzucha okazał się podejrzeniem zawału, to uzyska taką w szpitalu. Oczywiście zachodzi ryzyko, że pacjent będzie to wykorzystywał, bo np. na badanie w poradni specjalistycznej musiałby czekać sześć tygodni, a szpital wykona je od ręki. Niemniej z punktu widzenia bezpieczeństwa pacjenta NiŚOZ zorganizowana w szpitalu ma swoje dobre strony. Szpitale dysponują odpowiednim zapleczem i w sytuacjach tego wymagających, mogą szybciej wykonać diagnostykę. Mają także zaplecze w postaci oddziałów – od interny przez chirurgię, czasem także kardiologię inwazyjną – do tego dobrze zorganizowaną kwestię transportu, gdyby okazało się, że pacjenta trzeba gdzieś przewieźć. Wolałby pan zatem, żeby nocna i świąteczna opieka zdrowotna została w szpitalu czy wróciła do POZ? Oba rozwiązania będą dobre, jeśli pójdą za nimi odpowiednie pieniądze. Jeśli nocna i świąteczna opieka zdrowotna administracyjnie – decyzją ministra czy zmianą ustawową – wróci do POZ-ów, ale nie pójdzie za tym odpowiednie finansowanie, to powtórzy się sytuacja sprzed kilku lat. W praktyce oznacza to, że lekarze dyżurujący w nocy i święta będą wypychać pacjentów na szpitalne izby przyjęć. Z drugiej strony, jeśli NiŚOZ pozostanie w szpitalach, a nie zmieni się finansowanie świadczenia, to będziemy borykać się z pogłębiającym się zadłużaniem szpitali. Musimy przecież wypłacić pensje, zapłacić za leki, media etc. Nie wiem, która z tych opcji byłaby lepsza. Jeśli jednak za świadczeniem miałyby pójść większe pieniądze, to skłaniałbym się ku pozostawieniu nocnej i świątecznej opieki w szpitalach. Choćby dlatego, żeby nie robić pacjentowi kolejnej rewolucji. "Lekarz POZ: mam tu takiego pacjenta, za godzinę będzie u was. Ot, dokonał konsultacji" Jest też drugi pomysł Rady ds. COVID-19. Dotyczy tego, aby koordynację drogi pacjenta w opiece podstawowej prowadził lekarz oddziału chorób wewnętrznych. Miałoby to przynieść oszczędności, w zakresie nakładu pracy w szpitalach, bo jej część zostałaby wykonana w ramach POZ. Czy to pana zdaniem możliwe do zrealizowania? Zwłaszcza, jeśli ciągle mówimy o deficycie lekarzy… Kompletnie nie rozumiem, jak miałoby to działać. Mówimy o koordynacji, ale co ta koordynacja ma dawać? Jeśli przykładowo lekarz stwierdzi, że pacjent wymaga konsultacji hematologicznej, to może wystawić skierowanie, ale nie spowoduje, że hematolog szybciej przyjmie pacjenta. W poradniach obowiązują kolejki. Cytując prof. Jacka Różańskiego, głównego autora stanowiska Rady, podpowiem, że: lekarz z oddziału miałby wspólnie z lekarzem rodzinnym dyskutować ścieżki diagnostyczne, umawiać – jeśli będzie taka konieczność – hospitalizacje, albo doradzać lekarzowi POZ diagnostykę, która może odbyć się w ramach POZ. Obawiam się, że skończyłoby się na rozmowie, w której lekarz POZ mówi: mam tu takiego pacjenta, za godzinę będzie u was na oddziale. Ot, dokonał konsultacji ze specjalistą oddziału… Lekarz koordynujący musiałby pierw poznać historię pacjenta, jego dotychczasowe wyniki badań, następnie zalecić kolejne. Pytanie, kto miałby te badania finansować. Pamiętam, że jeszcze jakiś czas temu miały powstać dwa nowe typy poradni – anestezjologiczne i internistyczne, które w założeniu miały przejąć opiekę nad pacjentem po hospitalizacji. Rzeczywiście mamy dużą grupę pacjentów, którzy cyklicznie wracają na oddziały internistyczne. Są to najczęściej osoby przewlekle chore. Owszem, nadzór nad ich leczeniem mogłaby prowadzić poradnia na trochę wyższym poziomie zaawansowania niż POZ. Takie poradnie jednak musiałyby pierw zaistnieć, mieć finansowanie i specjalistów. Pomysł nie został zrealizowany, bo nie ma na to środków i brakuje lekarzy. Nie wiem kim mielibyśmy obsadzić takie poradnie, tak jak nie wiem, kogo mielibyśmy zrobić koordynatorem opieki nad pacjentem. Materiał chroniony prawem autorskim - zasady przedruków określa regulamin. Dowiedz się więcej na temat: Witam! Rozpoczyna Pani dorosłe życie i teraz ważne życiowe decyzje musi Pani podejmować sama. Była Pani nieśmiała w dzieciństwie, ale później miała Pani wielu przyjaciół i znajomych. Nie oznacza to, że jako dziecko było z Panią coś nie tak. Psychika zmienia się wraz z dojrzewaniem i pewne cechy jesteśmy w stanie wzmocnić, np. pewność siebie czy otwartość. Myślę, że przytłoczyły Panią problemy związane ze zmianami w Pani życiu i zagubiła się Pani w tym wszystkim. Test, który Pani wykonała ma charakter wyłącznie informacyjny i nie można na jego podstawie stawiać diagnozy. Jeśli chce Pani upewnić się, czy nie jest to poważne zaburzenie, to warto udać się do lekarza psychiatry. Polecam także rozpoczęcie pracy z psychologiem, by mogła Pani popracować nad swoimi problemami i poprawić swoje samopoczucie. Gromadzenie się problemów oraz ważne momenty w życiu wpływają na funkcjonowanie oraz samopoczucie. Może Pani rozwiązać swoje problemy oraz znaleźć cel w swoich działaniach. Spotkania z psychologiem będą Pani dawały także wsparcie i zrozumienie. Sądzę, że tego teraz bardzo Pani brakuje. Mogłaby Pani spróbować uzyskać je także od rodziców i bliskich znajomych. Jednak musi Pani wtedy z nimi rozmawiać szczerze, bez grania szczęśliwej dziewczyny. Nie wie Pani czy zostanie zrozumiana, czy odrzucona, dopóki nie porozmawia Pani o swoich problemach z bliskimi. Oni mogą być dla Pani oparciem i pomóc szybciej powrócić do równowagi. Pozdrawiam

dlaczego nikt mnie nie chce